POSZUKIWANIE POSTRZAŁKÓW ZWIERZYNY GRUBEJ Z TROPOWCEM



część I



Praca jaką muszą wykonać tropowce przy poszukiwaniu postrzałków zwierzyny grubej jest najbardziej odpowiedzialnym rodzajem pracy jaką wykonują psy myśliwskie. Nic strasznego się nie stanie jeżeli dzikarz nie przytrzyma dzika, legawiec nie wystawi bażanta, norowiec nie wypchnie lisa z nory czy płochacz nie wypłoszy zwierzyny. Co najwyżej ominie nas możliwość strzału, a zwierzyna ujdzie cała i zdrowa.

Jeżeli jednak tropowiec nie odnajdzie zranionego jelenia, dzika, daniela, muflona czy sarny, to myśliwemu zostanie niesmak po źle oddanym strzale, a ranna zwierzyna będzie się tygodniami kurować lub padnie z powodu odniesionych ran.

Szacuje się, że wyniku wykonywania polowań zostaje zranionych od 10 do 20 % pozyskiwanej zwierzyny grubej. Problem poszukiwania postrzałków więc istnieje i nie można traktować go marginalnie, biorąc pod uwagę aspekty moralne i etyczne, hodowlane i ekonomiczne.

Nader często zdarza się jednak, że nie wszyscy podchodzą do tego problemu w sposób należyty. Wielokrotnie byłem świadkiem jak myśliwy po oddaniu strzału, pobieżnie obszukał najbliższe okolice zestrzału, po czym stwierdził; "jak nie leży, to pudło". Nawet znaleziona farba na zestrzale nie prowokowała do podjęcia poszukiwań, a była zbywana lakonicznym;

" z całą pewnością obcierka, po mojej kuli pada w ogniu".

Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. Jeżeli przypadkiem wpadną na postrzałka to dobrze, jeżeli nie przyjmuje się, że było to pudło lub obcierka.

Co prawda rozporządzenie ministra środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania, zobowiązuje myśliwych do zapewnienia udziału w poszukiwaniach postrzałka ułożonego w tym celu psa, jednak interpretacja pojęcia "ułożonego psa" nie jest podana i w związku z tym jest bardzo dowolna.

Pod pojęciem "ułożonego psa do poszukiwań postrzałka zwierzyny grubej" należy rozumieć psa myśliwskiego, który przeszedł odpowiednie w tym kierunku szkolenie i zostało ono pozytywnie zweryfikowane. Dla większości właścicieli jego pies jest "najlepszy, doskonały i nieomylny", dlatego też dobrze by było, żeby został on oceniony chłodnym okiem fachowców, czyli sędziów kynologicznych prób pracy.

Dla rodowodowych psów myśliwskich sprawdzianem stopnia ich ułożenia są konkursy pracy tropowców. W stosunków do psów nie posiadających rodowodu przeprowadzano kiedyś tzw. atestację. Obecnie niestety nikt nie weryfikuje ich umiejętności.

Pies zdobywający na konkursie tropowców dyplom I, II lub III stopnia otrzymuje Certyfikat Użytkowości, który jest dokumentem stwierdzającym jego ułożenie do pracy jako tropowca. Pies taki, co prawda nie posiada jeszcze najczęściej umiejętności dochodzenia naturalnych postrzałków, ale jest odpowiednio przygotowany, aby taką umiejętność w krótkim czasie posiąść.

Mało jest w Polsce myśliwych posiadających psy specjalizujące się wyłącznie w poszukiwaniu postrzałków zwierzyny grubej. Należą do nich z pewnością przewodnicy odpowiednio przygotowanych do pracy i fachowo prowadzonych, użytkowych posokowców.

To wąska i nieliczna grupa wysoko wyspecjalizowanych psów, charakteryzujących się wybitnym węchem, potrafiących odnaleźć postrzałka nawet na trzeci dzień po postrzale.

Mają bowiem, jak żadna inna rasa, zdolność odróżniania indywidualnego zapachu wewnątrz gatunku, co powoduje trzymanie tropu rannej zwierzyny, pomimo że nie ma na nim farby.

Podkreślam przy tym, że chodzi mi o posokowce odpowiednio przygotowane do prawidłowego pełnienia swojej roli w łowisku. Powinny one służyć pomocą myśliwym z kilku ościennych kół myśliwskich i włączać się do pracy, kiedy inne tropowce zawiodą.

Niestety sama przynależność do określonej rasy nie czyni z psa tropowca. Źle przygotowany do pracy posokowiec, będzie się spisywał w łowisku o wiele gorzej niż każdy inny, nawet średnio wyszkolony tropowiec.

Przeciętny polski myśliwy polujący z psem, poluje w zróżnicowanym przyrodniczo łowisku, na różne gatunki zwierzyny. W związku z tym wymaga od psa jak największej wszechstronności. Zazwyczaj najwierniejszy pomocnik myśliwego winien wykazać się co najmniej umiejętnością płoszenia, tropienia i aportowania zwierzyny, nie mówiąc już o wykonywaniu tego, do czego jest predysponowany z racji przynależności do określonej rasy.

Do poszukiwania postrzałków, po odpowiednim ułożeniu, nadaje się większość ras psów myśliwskich. Dobrze tą pracę wykonywać mogą myśliwskie teriery, jamniki - głównie standardowe, myśliwskie szpice, zdecydowana większość psów gończych, oczywiście posokowce, wyżły - ze wskazaniem na kontynentalne oraz spaniele, płochacze i retrievery.

Nie rasa jest najważniejszym czynnikiem w układaniu tropowca. Najważniejsze są cechy osobnicze po obu końcach otoku.

Każdy pies i każdy przewodnik jest inny. Metody stosowane w układaniu muszą być dostosowane do psychiki psa. Inaczej postępować należy z psem zrównoważonym, flegmatycznym, a inaczej z dominantem czy psem niezrównoważonym.

Także nasz nastrój, emocje, zdenerwowanie będą udzielały się psu. Otok lepiej przewodzi nasz stan emocjonalny niż kabel elektryczny prąd. Jeżeli na jednym końcu smyczy będzie choleryk, a na drugim pies nadpobudliwy, to poradzą sobie zapewne w dziczej zagrodzie, ale nie wróżę im rewelacyjnych wyników w pracy na tropie. Natomiast flegmatyczny pies i przewodnik mogą stanowić doskonałą parę na tropach postrzałka, co jednak może przyprawić innych o przyśpieszone bicie serca.

Najsilniejszym z psich zmysłów jest węch. Z pewnością występują różnice osobnicze w jego poziomie, nie wspominając już o różnicach w poszczególnych rasach.

Zmysł węchu każdego psa myśliwskiego jest jednak w zupełności wystarczający, aby odnaleźć nam postrzałka przed upływem kilkunastu godzin od momentu postrzelenia.

Aby osiągnąć taki rezultat musimy jednak poświęcić swojemu psu trochę czasu począwszy od pierwszych miesięcy jego życia.

Jeżeli wasz pies opanował niuanse pracy na sztucznych ścieżkach tropowych, ma bardzo dobrze opanowany apel, umie znaleźć zestrzał, potrafi poruszać się przy nodze między drzewami, możemy zacząć go uczyć odnajdywać naturalne postrzałki zwierzyny grubej.

W jaki sposób to robić - napiszę w następnym odcinku.

Wojciech Galwas

Wstecz