POSZUKIWANIE POSTRZAłKóW Z TROPOWCEM



część IV



Nadszedł czas na ostatnią część pracy jaką ma do wykonania tropowiec poszukujący rannej zwierzyny. Jest to gon i stanowienie żywego ciągle postrzałka lub też znalezienie martwej zwierzyny i powiadomienie o tym przewodnika, poprzez oznajmienie lub oszczekiwanie.

Gdy dochodzimy do "gorącego łoża" to znaczy takiego, które postrzałek nie dawno opuścił możemy podjąć decyzję o puszczeniu psa w gon. Zazwyczaj sam pies czując na tropie świeży odwiatr rannej zwierzyny, swoim bardzo podnieconym zachowaniem daje nam znak, że powinniśmy spuścić go z otoku. Oczywiście gdy ranna zwierzyna znajdzie się w zasięgu wzroku lub gdy podniesie się przed psem, należy również rozpocząć gon.

Wypuszczony pies powinien natychmiast podążyć tropem postrzałka, prowadząc nieustannie głośny gon aż do jej osaczenia i zatrzymania w miejscu, czyli stanowienia.

Gdy pies podąży omyłkowo śladem zdrowej zwierzyny lub gdy mamy do czynienia z lekkim postrzałkiem, którego stanowienie jest nie możliwe, pies musi sam przerwać gon i powrócić do przewodnika.

Gon winien być zdecydowany i wytrwały. Pies podążając za postrzałkiem po jego "gorącym" tropie, bądź "na oko" (mając go w zasięgu wzroku) winien nieustannie, szczekając z pasją, prowadzić ranną zwierzynę. Kiedy postrzałek zostanie zatrzymany przez psa w jednym miejscu, winien on donośnym głosem oszczekiwać go bez przerwy, aż do naszego przyjścia.

Tropowiec nie powinien w żadnym wypadku pozostawić osaczonej, żywej zwierzyny.

Bywa czasami, że pies prowadzi gon przez wiele kilometrów, poza granice słyszalności. Stanowienie też może wtedy trwać kilka godzin. Nie pozostaje nam wtedy nic innego, jak przemieszczanie się z miejsca na miejsce (najlepiej terenowym pojazdem) i nasłuchiwanie głoszącego psa. Istnieją co prawda urządzenia telemetryczne służące do namierzania psa, jednak ich bardzo wysoka cena i zawodność w górzystym terenie, zniechęcają do ich powszechnego stosowania.

Częstym błędem popełnianym przez przewodników i myśliwych po zlokalizowaniu miejsca stanowienia, jest próba jak najszybszego dobiegnięcia do psa i postrzałka. Kończy się ona zazwyczaj gwałtowną ucieczką zwierzyny i ponownym gonem.

Gdy usłyszycie, że pies stanowi ranną zwierzynę, powinniście w sposób cichy i spokojny podejść ją pod wiatr (uniemożliwiając zwietrzenie was) i zwracając uwagę na pozycję psa oddać strzał łaski, najlepiej w kark płowej lub za ucho dzika. Mając na uwadze dobro naszego psa, strzał łaski winien oddać przewodnik psa. Myśliwy podążający z nami za swoim postrzałkiem jest często zbyt rozentuzjazmowany, aby oddać precyzyjny strzał.

Pamiętajmy o tym, że ranna zwierzyna stanowi realne zagrożenie dla nas i naszego psa.

Ranny dzik, niezależnie od wagi, wykorzysta każdy moment do ataku. Jeżeli pies nie zachowa ostrożności w osaczaniu lub jeżeli do starcia dochodzi w trudnym terenie, uniemożliwiającym psu odskok, może się to zakończyć poważnymi obrażeniami.

Szarżę dzika zazwyczaj jako pierwszy przyjmuje na siebie pies. Daje nam to możliwość oddania skutecznego strzału. Jeżeli tak się nie stanie, dzik zaatakuje nas. Nie próbujmy salwować się ucieczką, czy wejściem na drzewo.

Dzik atakuje w linii prostej, nie robiąc gwałtownych zwrotów. Wystarczy wyczekać i odskoczyć w bok z linii ataku. Zanim dzik zawróci i ponownie zaszarżuje, będziemy mieli czas na oddanie strzału.

Nie należy również lekceważyć jelenia jako groźnego przeciwnika dla naszego psa.

Ranny byk atakuje nisko opuszczonym wieńcem. Nadzianie na wieniec kończy się ranami kłutymi lub wyrzuceniem psa w powietrze i możliwymi urazami kończyn lub kręgosłupa. Bardzo niebezpieczne są ranne łanie. Atakowane przez psa stają na tylnych badylach, po czym gwałtownie atakują przednimi. Uderzenie psa ostrymi jak bagnety racicami, może zakończyć się jego śmiercią. Nie spotkałem się natomiast ze świadomym atakiem jelenia na człowieka.

Często w wyniku gonu i osaczenia oraz na wskutek odniesionych ran zwierzyna pada martwa. Wtenczas mamy do czynienia z oszczekiwaniem lub oznajmianiem przez tropowca martwej zwierzyny.

Oszczekiwanie następuje wtedy, gdy pies znajduje martwą zwierzyną i oszczekując ją nieprzerwanie oczekuje na nasze przybycie. Mamy wtedy do czynienia z innym rodzajem głosu psa niż przy gonie czy stanowieniu. Pies inaczej szczeka na martwego dzika, a inaczej na jelenia. Doświadczeni menerzy potrafią po głosie psa rozpoznać jego zachowanie.

Oznajmiacz natomiast, po dojściu do martwego zwierza i powąchaniu go, wraca do swojego przewodnika i w określony sposób daje mu znać o znalezieniu zwierzyny, po czym doprowadza go do niej.

Istnieje wiele dyskusji na temat, czy lepszy jest pies oszczekiwacz czy oznajmiacz.

Moim zdaniem każdy sposób prowadzący do odnalezienia martwej zwierzyny jest dobry.

A najlepszy jest "oszczekujący oznajmiacz". To znaczy taki tropowiec, który po dojściu do martwej zwierzyny obszczeka ją, a następnie powróci do przewodnika i szczekając zaprowadzi go do niej.

Istotne jest również zachowanie psa przy martwej zwierzynie. Pies może ją polizać lub nawet lekko szarpać tuszę, co może wynikać z jego pasji. Nie dopuszczalne są próby narzynania czy też zakopywania zwierzyny. Jeżeli pies nie chce dopuścić do tuszy innych osób czy psów, poza przewodnikiem, należy traktować to jako pozytywne zachowanie.

Po skutecznym zakończeniu dochodzenia należy pamiętać o rytuale związanym z zakończeniem polowania. Zwierzynie należy się ostatni kęs i pieczęć. Myśliwemu złom.

Nie zapominajcie o złomie należnym głównemu bohaterowi poszukiwań - psu. Przy okazji należy dokładnie go obejrzeć, czy nie odniósł obrażeń i napoić psa.

Pamiętać należy również, że wraz z psem zostaliśmy wezwani do poszukiwania rannej zwierzyny i nie do nas należy ocenianie, czy została ona pozyskana przez myśliwego zgodnie ze wszystkimi zasadami selekcji i sztuki łowieckiej.

Później zostaje już tylko proza polowania, związana z patroszeniem i transportem zwierzyny.

I to w zasadzie koniec moich podstawowych rad i uwag dotyczących poszukiwania z tropowcem postrzałów zwierzyny grubej.

Pamiętajcie zawsze o tym, że psychika każdego psa jest inna i należy do każdego osobnika dostosować metody układania. Żaden pies, podobnie jak człowiek, nie jest nieomylny i ma prawo do pomyłek i gorszych dni. Pamiętajcie, że stanowicie w pracy duet, błędy popełnione przez jedną ze stron, odbijają się na drugiej stronie. Nerwowość przewodnika na pewno udzieli się psu. Tylko jak największa ilość pracy w łowisku doprowadzi wasz duet do sukcesów i wysokiej skuteczności w dochodzeniu postrzałków, czego Wam i Waszym psom serdecznie życzę.

Wojciech Galwas

Wstecz